Plan jest taki: Chomik bedzie studiowac na Antypodach, Pelikan opoznia sobie studenckie czasy i jedzie cieszyc sie wolnoscia.
RSS
piątek, 04 września 2009

Jeśli spodobał się Wam ten blog, zapraszamy na nasz nowy blog. Chcemy nawiązać do starej formuły, jednak jednocześnie rozdzielić podróż 2008 od 2009. Technologicznie też pewnie prościej będzie nam pisać na blogspocie.

Zapraszamy na pelikanochomik.blogspot.com

Pozdrawiamy

Michał i Madziula

wtorek, 23 grudnia 2008

wietnam

 

wietnam

 

To już prawie trzy miesiące od kiedy wróciliśmy do Polski. Idą święta i jest trochę więcej czasu na prywatne sprawy, w tym i nadrobienie foto-zaległości. Pamiętacie, jak w Wietnamie zepsuł nam się dysk zewnętrzny? Udało nam się odtworzyć dane i znaleźć zdjęcia, których nigdy nie widzieliście.

Tak więc proszę: oto dwa albumy: z przejazdu z Laosu do Hue, a także z Hoi An - miasta krawców. Tam właśnie zepsuł się komputer. Dodaje jeszcze odsyłacze do wpisów, których lektura ułatwi Wam zrozumienie zdjęć.

Wszystkiego dobrego na święta!

 

Tu link do wpisu odnośnie podróży z Laosu do Wietnamu i Hue i nowy album:

Początek wietnamu!

Tu link do wpisu odnośnie Hoi An i nowy album:

Początek Hoi An!

M&M

P.S.: A Pelikanochomik wróci - w 2009 podróż poślubna.

niedziela, 05 października 2008

big ben po prawej niewidoczny

Wróciliśmy! - i to prawie dokładnie tydzień temu. Dziś się wydaje to już bardzo odlegle.

Wszystko poszło bardzo sprawnie. Udało nam się odprawić bagaże od razu aż do Warszawy. Lecieliśmy sobie nad Chinami, Tybetem, Kazachstanem, potem oczywiscie Rosja z Moskwa na czele, między Rygą a Tallinem, będąc już naprawdę blisko od Warszawy przelecieliśmy jeszcze nad Szwecją gdzie podali obiadek, Holandią gdzie zebrali naczynka, aż w końcu wylądowaliśmy na Heathrow. Dokładnie 12 godzin lotu, ale i 7h różnicy czasu, więc całe popołudnie przed nami. Kasia i Joe powitali nas na lotnisku i pojechaliśmy do centrum, gdzie mieliśmy okazję po raz pierwszy w życiu pospacerować nad Tamizą, rzucić okiem na symbole Londynu i pocieszyć się rewelacyjną pogodą - nie tylko nie padało, ale i chmur nie było. I Londyńczycy tłumnie wylegli aby pospacerować wraz z nami :) Tutaj mnie  dopiero to uderzyło: w Azji zupełnie człowiek nie odróżnia weekendu od dni roboczych, handel się kręci w równym tempie cały tydzień o każdej porze (pomijając banki). A tutaj nagle tłum ludzi cieszących się sobą i wolnym czasem. Super

Zjedliśmy u Turka smaczne pidy, Madziula ratowała się kawką przed jet-lagiem. Przepłynęliśmy się jeszcze po Tamizie, zobaczyliśmy Big Bena i przenieśliśmy spowrotem na Lotnisko. Pogadaliśmy, pogadaliśmy, no i oczywiście wkrótce trzeba było się pożegnać. Kiedy się zobaczymy? Do Cambridge z Heathrow było 3h autobusem, więc przed 22tą pomachaliśmy sobie i poszukaliśmy miejsca na noc. Spędziliśmy noc na ławkach niedaleko stanowiska odpraw, wszak mieliśmy się stawić z bagażami już o 5tej rano. Nie była to najlepsza noc: brak sejfów, gdzie można by włożyć mały plecak z cennymi rzeczami, brak wygodnych ławek, na których można by sie rozłożyć, za to światło z jarzeniówki w oczy i dobiegający hałas z remontu terminala. Rano jeszcze mieliśmy nieprzyjemność spiąć się z ekipą LOTu obsługującą odprawę (opóźnienie 45 minutowe, bezczelna pracownica itd). W końcu się wszystko udało i rozpoczęliśmy ostatni lot w trakcie naszej podróży.

Ależ nam smakowały plasterki kiełbasy i malutkie kabanoski serwowane na śniadanko :) I gazetka jeszcze aktualna. Super. Wylądowaliśmy i pierwszy raz po wyjściu z samolotu uderzył nas chłód a nie gorąco. I już tak niedaleko od naszych najbliższych. Tak niedaleko! Ha! Musiało coś nawalić, po prostu musiało. Mój plecak został w Londynie, a walizka przyleciała zniszczona. Zamiast więc wylecieć szybko i się przywitać musieliśmy oczywiście jeszcze wypełniać papierki, wyjaśniać sprawę itd. Ale co się miało stać, stało się. Zostaliśmy powitani prawdziwym chlebem i solą przez dwie na-ludowo-ubrane nasze Przyjaciółki Zuzę i Kaśkę plus oczywiście (normalnie ubranych już) naszych Najbliższych. Radość wielka z widzenia się, nie da się zaprzeczyć. Nie da się jednak ukryć, że dzięki internetyzacji świata w żadnym momencie nie poczulśmy się przez Was opuszczeni. 

Tak więc koniec. A może nie koniec, może przerwa? Kto wie? Ciężko jednoznacznie się wypowiadać na temat przyszłości, skoro dokładnie rok temu wracając  z Indii i Nepalu nie przyszło nam do głowy że w lutym możemy lecieć do Wellingtonu. Bloga nie kasujemy, choć chwilowo zawieszamy. Nasz dysk zewnętrzny jest właśnie w naprawie, więc może uda mi się jeszcze pokazać trochę brakujących zdjęć, zobaczymy. 

Do napisania następnym razem, miejmy nadzieję  możliwie szybko

Tutaj ostatni zestaw zdjec z Londynu - zabrakło zdjęć z lotniska niestety... Za dużo się działo!

Londyn

Pelikan i Chomik

piątek, 26 września 2008

 gwiazdy dwie

Po godzinie spokojnego rejsu osiaga sie Hong Kong. Odprawa paszportowa, celnik za bardzo nie wie gdzie ma pieczatki mi wbic, ale to przeciez Hong Kong i do braku miejsca sa przyzwyczajeni, wiec przyklepujemy stara pieczatke z Fiji i juz tylko badanie wizualne stanu zdrowia i witamy w Hong Kongu: prosimy nie pluc, nie smiecic, nie palic. Wracamy po dwoch miesiacach petli po Azji: nic sie nie zmienilo, oprocz tego ze minela olimpiada, wiec i mniej wystroju olimpijskiego, a i troche chlodniej: juz nie 32 tylko 27 stopni. Prom przybija do przystani w centrum Kowloonu, wiec na piechotke idziemy do naszego hoteliku. Hmm ciekawe, pierwszy raz zgodnie z prawda mozemy grzecznie odmowic hotelarzom mowiac, ze juz mamy zabookowane. Od 2 miesiecy. No bo przede wszystkim musimy odzyskac dwie wielkie walizki, ktore tu zostawilismy. Hotel zamkniety. Konkurencja wiec kusi i neci, ale jak mowimy ze mamy w srodu bagaze, sami dzwonia do babeczki, ktora wkrotce sie zjawia. Czuje sie jakbym sie spotkal z jakas dobra znajoma (juz potrafimy odrozniac tutaj jednego azjate od drugiego), ciekawe to uczucie spotkania sie po 2 miesiacach, tyle sie wydarzylo przez ten czas. Podobno lato wcale nie bylo udane w Hong Kongu. U nas owszem :) Walizki sa, dostajemy pokoj w lepszej cenie niz w lipcu, a i z oknem, wiec jestesmy w siodmym niebie. Chcielismy isc jeszcze na internet, ale nie dalismy rady. Naprawde, to byl dlugi dzien. Lapie sie na tym ze jeszcze rano bylismy w Bangkoku i az ciezko w to uwierzyc, a w sumie poprzednia noc byla bezsenna, wiec nalezy nam sie spanie. Dlugie spanie. Przeciez niedlugo czas sie przestawic o 6 godzin do tylu...

To spimy do oporu. Nie wiem kiedy ostatnio spalismy do 10tej rano. I czujemy sie swietnie. Przeplynelismy z Kowloonu, ktory lezy na stalym ladzie (w XIX wieku dolaczony do Hong Kongu), do wlasciwego Hong Kongu, i tak sobie spacerowalismy z przewodnikiem w reku. W tym miescie wszyscy raczej sie spiesza, ale my juz jakos nie moglismy wrzucic piatego biegu. Wiec sobie obserwowalismy: to spieszacych sie biznesmenow jak z reklamy o problemach z bessennoscia, to pary mlode klebiace sie kolo urzedu stanu cywilnego, to znowu obrzydliwie bogate kobiety wiezione od jednego sklepu luksusowego do jeszcze drozszego. Ciekawe: w scislym centrum, mozna sobie kupic ciuch czy kosmetyk kazdego z topowych kreatorow mody, za to brak zupelnie restauracji, kawiarenek itp gdzie Ci bogaci mogliby usiasc i ze soba porozmawiac. Nietypowe mi sie to wydalo, ale moze po prostu tutaj wszystko jest posortowane w minidzielnice i je sie gdzieindziej.

feng shui?

Mieszka sie za to gdzie tylko sie da. Starsze budynki zostaja wyburzane i na ich miejscu stawiane nowe, jeszcze wyzsze. Ciekawe jak wygladaja wnetrza tutejszych blokow i mamy nadzieje, ze podobnie jak na ursynowie za ta wielka budowla kryja sie setki roznorodnonych, przytulnych mieszkan hongkongskich rodzin, a nie tylko komorek do spania. Tyle ze o ile na Ursynowie bloki sa rozrzucone z dala od siebie, tutaj wszystko jest jeden na drugim. Dodatkowo warunki geograficzne sprawiaja, ze jeden blok goruje nad drugim, pomiedzy nimi, wija sie serpentyny drog, estakad i kladek dla ludzi poruszajacych sie na rozne sposoby, gdzie mape trzeba czytac z wielka uwaga. 

hkg

Polecamy w Hong Kongu wjechac na szczyt wzgorza tramwajem, podobnie jak w Wellingtonie wybudowanym w XIX wieku. Kolejka linowa tutaj ma jednak trase o zakrzywionej linii a i zmiennym nachyleniu, co powoduje ze jazda jest niezwykle atrakcyjna - podobno jest to najstromsza kolejka na swiecie (konstrukcja jak na Gubalowce). Widoki sa spektakularne: na lezace u stop wzgorza centrum Hong Kongu, Kowloon i Nowe Terytoria po drugiej stronie zatoki, a rowniez, odwracajac sie o 180 stopni, zupelnie puste zbocza wzgorza opadajace ku otwartemu morzu. Jako ze ostatnio sie przemiescilismy znacznie na wschod, a z drugiej strony przestawilismy zegarek o jedna godzine na czas chinski, nie za bardzo wiedzielismy, o ktorej slonce w Hong Kongu zachodzi. Troche wiec zeszlo (obralismy sobie wiec i zjedlismy Pomelo), zanim zrobilo sie zupelnie ciemno i zobaczylismy Honk Kong po zmroku, czego oczywiscie zadna fotografia nie odda, choc sie staralismy. Czekal na nas juz powrot do hotelu, zahaczywszy o kilka sklepow. Myslelismy zeby zainwestowac resztke pieniedzy i kupic COS zeby odsprzedac w Polsce z zyskiem, ale zabraklo czasu zeby dobrze sie rozeznac w sytuacji, co takiego ma teraz w Polsce powodzenie i na czym by tu mozna zarobic. Tak wiec wpisujemy sobie do dzienniczka 1 z przedsiebiorczosci.

Czas plynie tu jakos niebywale szybko. Wrocilismy do hotelu, usilowalismy sie spakowac, zadzwonilismy do domu, wpisalismy relacje z dwoch dni i juz sie zrobila 5ta rano. Za pol godziny trzeba bedzie obudzic Madziule, i lecimy na lotnisko. A stamtad prosto do Londynu. Kilka godzin z moja siostra i w niedziele sie meldujemy na Okeciu 10:10.  Jak to szybko zlecialo. Dzis schodzac sobie tak ze wzgorza pozalowalismy ze Madziula nie wziela dziekanki na jeszcze jeden semestr.... 

Wizyta w Hong Kongu wiec ekspresowa, choc dla Hong Kongu bardzo potrzebna, bo udalo mu sie poprawic u nas reputacje. Pewne rzeczy sa niezmienne, ale w mniej zamglonym powietrzu, chlodniejszym, przy bardziej zielonej niz poprzednio mulastej wodzie, po prostu wypadaja atrakcyjniej. 

Pozdrawiamy, pozdrawiamy

Michal i Madziula

Kilka zdjec zobaczycie tutaj:

Hong Kong na koniec

 A na koniec jeszcze piosenka na pozegnanie: nucimy ja w ostatnich dniach bardzo intensywnie, choc chodzi za nami od Fiji:

 

 

 

Tagi: Chiny
23:02, machy
Link Komentarze (2) »

portugalia

Ten dzien nie ma konca. Skonczylismy nadrabiac zaleglosci blogowe, zadzwonilismy do rodzin i okazalo sie, ze dochodzi druga w nocy. O 3.30 mamy zamowione budzenie w hotelu, zebysmy nie zaspali na samolot. Lecimy do hotelu, ja pakuje rozne rzeczy, Madziula pakuje sie do lozka wykorzystac choc chwile tej nocy na sen, ja czytam sobie o Makau.
3.30 dzwoni telefon ale nie budzi mnie on ani Magdy :P Wsiadamy do taksowki rowno o 4tej, kierowca pedzi chyba bo lubi a nie ze nam sie spieszy - po polgodzinie zajezdzamy na przed oswietlony terminal. Trzeba powiedziec ze lotnisko robi niezle wrazenie. 2 lata temu oddane, jeden terminal, wiec wielki. Stylistycznie mogloby byc lepsze, nie mowiac o kilku szczegolach, ktore psuja odbior, ale co tam. Musielismy doplacic troche za nadbagaz (uwazajcie bo w AirAsia tylko 15kg), akurat tyle co bylo kaucji za klucz hotelowy (niemalo wcale!). I tak sobie czekalismy na samolot, ja umieralem z glodu a ceny lotniskowe sa raczej jak w Nowym Jorku a nie w miescie ktore to lotnisko obsluguje. I tak sobie tylko wspominalem, ze swiezo wyciskane soki ogranicza w Bangkoku jedynie pragnienie a nie portfel...
No dobra, wreszcie sie wpakowalismy do samolotu z mokrym recznikiem, w polarze i spiworem pod pacha, wszystko aby choc troche obnizyc wage glownych bagazy. Akurat polar i spiwor sie na lotnisku przydaly, bo tutaj w Azji jest albo parnie, goraco, duszno, albo sie siedzi w klimatyzacji nastawionej na mrozenie.
Weszlismy do samolotu, i powiem tylko ze mnie obudzil ryk rozpedzanego samolotu, a potem turbulencje samolotu juz w koncowej fazie lotu, choc Madziula mowila ze trzeslo caly czas. Troche kolowalismy nad Makau, az wreszcie sie udalo wyladowac z dosyc mocnym przykucnieciem na pasie startowym, na miejscu ktorego jeszcze 13 lat temu plywly statki. Ale o odzyskiwaniu gruntow nieco dalej.
Jestesmy w Makau - co Wam sie kojarzy? Portugalczycy?

wnetrze puste

Portugalczycy jako pierwsi tutaj doplyneli z Europy i Makau od 16tego wieku bylo ich baza, choc korzystalo z niej wiele innych narodowosci, nie tylko zreszta do handlu z Chinczykami. Kompresujac historie, Makau, wczesniej wydzierzawione  Portugalii niecale 9 lat temu zostalo oddane Chinczykom, 2,5 roku po tym jak stalo sie to z Hong Kongiem. Od tego czasu jest to specjalny region administracyjny Chin, jedyne miejsce, gdzie zalegalizowany jest Hazard. I rok temu Makau mialo juz przychody z Hazardu wieksze niz Las Vegas. Glownie przegrywaja tutaj Chinczycy, ale przylatuja tez Japonczycy, Amerykanie i inni majetni. Bylismy w Muzeum Historii Makau, calkiem niezle przedstawionym, jednak wystarczy chwile poszperac w internecie, zeby poszerzyc swoja wiedze o to zagadnienie, do czego zachecamy mocno, bo historia (i terazniejszosc) bardzo ciekawa.

makau

Makau ma dwie twarze (co najmniej): pierwsza, zewnetrzna to twarz jaka widac z mostu prowadzacego z lotniska do miasta, z portu do ktorego przyplywaja katamarany z Hong Kongu czy tez z helikoptera przylatujacego co 15 minut z HK. Wysokie budynki kasyn, hoteli, domow mieszkalnych. W nocy kolorowe, w dzien szare. Wiele nieukonczonych. Ulice pustawe. Zadne to Las Vegas - tam jest to miasto pieniadza totalne. Tutaj smieci sie walaja na ulicach, rozkopy, malutkie skelpiki kolo wielkich kasyn. Nie podoba nam sie. Ale im dalej wglab miasta tym kasyna starsze, miasto co raz gestsze, az na raz jest ta niewidzialna granica, kiedy wchodzi sie w stare miasto. Cos niezwyklego: nagle wiecej kosciolow niz swiatyn, plytki jak na scianach lizbonskich domow, chociaz wszedzie Chinczycy i Portugalsko Chinskie napisy. Mnostwo turystow, zwlaszcza na typowo turystycznych ulicach, chociaz przeplataja sie rozne narodowosci. W ciagu tego dnia spotkalismy 3 grupy Polakow, czyli tyle ile od poczatku pobytu w Azji. W Makau!

Lubimy niespodzianki podczas zwiedzania. Mile niespodzianki. To takie, kiedy wiemy, ze jestesmy w danym miejscu w dobrym czasie. Na przyklad jutro bylby taki dobry moment, bo akurat jest swiatowy dzien turystyki i Makau organizuje ten dzien przygotowujac arsenal fajerwerek. To by byla taka wyjatkowa niespodzianka. My natrafilismy na inna niespodzianke. Jak sie okazalo, pare dni temu Makau nawiedzil tajfun. Od razu nas zdziwilo, ze kolo nowego kasyna w alei drzewa byly jedno po drugim poprzewracane wraz z korzeniami. Taki luxus i taki widok. Zdziwilo nas, kiedy przed jednym sklepem kotlowali sie klienci wyraznie walczac o oferowane towary. Az w koncu nam sie mozg otworzyl. Miasto zostalo potraktowane mocnym wiatrem i deszczem, a ulice ktorych poziom niewiele przewyzszal 0 m npm zostaly zalane. Morze dalo nauczke, zeby nie odzyskiwac gruntow. Sklepy, w ktorych towar leza na podlodze, zostale dotkniete surowo. Widzielismy wielkie stosy zepsutych towarow, przed odziezowymi ludzie przymierzali mokre spodnie, ktore wlasciciel pewnie sie zdecydowal sprzedac po jakims wielkim rabacie, by tylko odzyskac czesc gotowki. Zaglebilismy sie w te male uliczki i baaardzo nam przypadly do gustu. Mix portugalsko chinski.

Kasyna

Czas jednak naglil, posililismy sie wiec w znanej sieci restauracji i jak juz opuscilismy zlote luki okazalo sie ze slonce sobie poszlo swiecic na zachod. W drodze powrotnej widzielismy juz wiec zupelnie inne kasynowe wiezowce, z czego Grand Lisboa mimo wieku wciaz chyba jest najbardziej przykluwajacy uwage. Co tu sie rozpisywac, kasyna jak kasyna. Bylismy w krotkich spodenkach, wiec w srodku nie bylismy.

Odebralismy bagaze (zdzierstwo z tymi cenami), wskoczylismy na katamaran i pomnknelismy do Hong Kongu. 

Tutaj zdjecia z Makau:

Makau

pozdrowienia!

Michal i Madziula

 

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 31

Wyświetl większą mapę Locations of visitors to this page