Plan jest taki: Chomik bedzie studiowac na Antypodach, Pelikan opoznia sobie studenckie czasy i jedzie cieszyc sie wolnoscia.

Wpisy z tagiem: makao

piątek, 26 września 2008

portugalia

Ten dzien nie ma konca. Skonczylismy nadrabiac zaleglosci blogowe, zadzwonilismy do rodzin i okazalo sie, ze dochodzi druga w nocy. O 3.30 mamy zamowione budzenie w hotelu, zebysmy nie zaspali na samolot. Lecimy do hotelu, ja pakuje rozne rzeczy, Madziula pakuje sie do lozka wykorzystac choc chwile tej nocy na sen, ja czytam sobie o Makau.
3.30 dzwoni telefon ale nie budzi mnie on ani Magdy :P Wsiadamy do taksowki rowno o 4tej, kierowca pedzi chyba bo lubi a nie ze nam sie spieszy - po polgodzinie zajezdzamy na przed oswietlony terminal. Trzeba powiedziec ze lotnisko robi niezle wrazenie. 2 lata temu oddane, jeden terminal, wiec wielki. Stylistycznie mogloby byc lepsze, nie mowiac o kilku szczegolach, ktore psuja odbior, ale co tam. Musielismy doplacic troche za nadbagaz (uwazajcie bo w AirAsia tylko 15kg), akurat tyle co bylo kaucji za klucz hotelowy (niemalo wcale!). I tak sobie czekalismy na samolot, ja umieralem z glodu a ceny lotniskowe sa raczej jak w Nowym Jorku a nie w miescie ktore to lotnisko obsluguje. I tak sobie tylko wspominalem, ze swiezo wyciskane soki ogranicza w Bangkoku jedynie pragnienie a nie portfel...
No dobra, wreszcie sie wpakowalismy do samolotu z mokrym recznikiem, w polarze i spiworem pod pacha, wszystko aby choc troche obnizyc wage glownych bagazy. Akurat polar i spiwor sie na lotnisku przydaly, bo tutaj w Azji jest albo parnie, goraco, duszno, albo sie siedzi w klimatyzacji nastawionej na mrozenie.
Weszlismy do samolotu, i powiem tylko ze mnie obudzil ryk rozpedzanego samolotu, a potem turbulencje samolotu juz w koncowej fazie lotu, choc Madziula mowila ze trzeslo caly czas. Troche kolowalismy nad Makau, az wreszcie sie udalo wyladowac z dosyc mocnym przykucnieciem na pasie startowym, na miejscu ktorego jeszcze 13 lat temu plywly statki. Ale o odzyskiwaniu gruntow nieco dalej.
Jestesmy w Makau - co Wam sie kojarzy? Portugalczycy?

wnetrze puste

Portugalczycy jako pierwsi tutaj doplyneli z Europy i Makau od 16tego wieku bylo ich baza, choc korzystalo z niej wiele innych narodowosci, nie tylko zreszta do handlu z Chinczykami. Kompresujac historie, Makau, wczesniej wydzierzawione  Portugalii niecale 9 lat temu zostalo oddane Chinczykom, 2,5 roku po tym jak stalo sie to z Hong Kongiem. Od tego czasu jest to specjalny region administracyjny Chin, jedyne miejsce, gdzie zalegalizowany jest Hazard. I rok temu Makau mialo juz przychody z Hazardu wieksze niz Las Vegas. Glownie przegrywaja tutaj Chinczycy, ale przylatuja tez Japonczycy, Amerykanie i inni majetni. Bylismy w Muzeum Historii Makau, calkiem niezle przedstawionym, jednak wystarczy chwile poszperac w internecie, zeby poszerzyc swoja wiedze o to zagadnienie, do czego zachecamy mocno, bo historia (i terazniejszosc) bardzo ciekawa.

makau

Makau ma dwie twarze (co najmniej): pierwsza, zewnetrzna to twarz jaka widac z mostu prowadzacego z lotniska do miasta, z portu do ktorego przyplywaja katamarany z Hong Kongu czy tez z helikoptera przylatujacego co 15 minut z HK. Wysokie budynki kasyn, hoteli, domow mieszkalnych. W nocy kolorowe, w dzien szare. Wiele nieukonczonych. Ulice pustawe. Zadne to Las Vegas - tam jest to miasto pieniadza totalne. Tutaj smieci sie walaja na ulicach, rozkopy, malutkie skelpiki kolo wielkich kasyn. Nie podoba nam sie. Ale im dalej wglab miasta tym kasyna starsze, miasto co raz gestsze, az na raz jest ta niewidzialna granica, kiedy wchodzi sie w stare miasto. Cos niezwyklego: nagle wiecej kosciolow niz swiatyn, plytki jak na scianach lizbonskich domow, chociaz wszedzie Chinczycy i Portugalsko Chinskie napisy. Mnostwo turystow, zwlaszcza na typowo turystycznych ulicach, chociaz przeplataja sie rozne narodowosci. W ciagu tego dnia spotkalismy 3 grupy Polakow, czyli tyle ile od poczatku pobytu w Azji. W Makau!

Lubimy niespodzianki podczas zwiedzania. Mile niespodzianki. To takie, kiedy wiemy, ze jestesmy w danym miejscu w dobrym czasie. Na przyklad jutro bylby taki dobry moment, bo akurat jest swiatowy dzien turystyki i Makau organizuje ten dzien przygotowujac arsenal fajerwerek. To by byla taka wyjatkowa niespodzianka. My natrafilismy na inna niespodzianke. Jak sie okazalo, pare dni temu Makau nawiedzil tajfun. Od razu nas zdziwilo, ze kolo nowego kasyna w alei drzewa byly jedno po drugim poprzewracane wraz z korzeniami. Taki luxus i taki widok. Zdziwilo nas, kiedy przed jednym sklepem kotlowali sie klienci wyraznie walczac o oferowane towary. Az w koncu nam sie mozg otworzyl. Miasto zostalo potraktowane mocnym wiatrem i deszczem, a ulice ktorych poziom niewiele przewyzszal 0 m npm zostaly zalane. Morze dalo nauczke, zeby nie odzyskiwac gruntow. Sklepy, w ktorych towar leza na podlodze, zostale dotkniete surowo. Widzielismy wielkie stosy zepsutych towarow, przed odziezowymi ludzie przymierzali mokre spodnie, ktore wlasciciel pewnie sie zdecydowal sprzedac po jakims wielkim rabacie, by tylko odzyskac czesc gotowki. Zaglebilismy sie w te male uliczki i baaardzo nam przypadly do gustu. Mix portugalsko chinski.

Kasyna

Czas jednak naglil, posililismy sie wiec w znanej sieci restauracji i jak juz opuscilismy zlote luki okazalo sie ze slonce sobie poszlo swiecic na zachod. W drodze powrotnej widzielismy juz wiec zupelnie inne kasynowe wiezowce, z czego Grand Lisboa mimo wieku wciaz chyba jest najbardziej przykluwajacy uwage. Co tu sie rozpisywac, kasyna jak kasyna. Bylismy w krotkich spodenkach, wiec w srodku nie bylismy.

Odebralismy bagaze (zdzierstwo z tymi cenami), wskoczylismy na katamaran i pomnknelismy do Hong Kongu. 

Tutaj zdjecia z Makau:

Makau

pozdrowienia!

Michal i Madziula

 


Wyświetl większą mapę Locations of visitors to this page