Plan jest taki: Chomik bedzie studiowac na Antypodach, Pelikan opoznia sobie studenckie czasy i jedzie cieszyc sie wolnoscia.

Wpisy z tagiem: Fidżi

czwartek, 03 lipca 2008

Jestemy w okolicach Fraser Island - to najwieksza na swiecie lacha piachu, ktora jest wyspa. Wypozyczylismy samochod terenowy i jutro rano jedziemy na dwa din podbijac wyspe. Dzisiaj widzielismy namiastke piachu ktory nas czeka i bylo naprawde pieknie

piach

Lecimy teraz zrobic ostatnie przedwycieczkowe zakupy, wszystko ze szczegolami opiszemy po powrocie. Michal mowi, ze poczul sie troche jak w domu - w Australii jest ALDI :)

Pozdroofki,

Madziula, Machencjusz zza ramienia pozdrawia rowniez.

P.S. Widzielismy dzisiaj pelikana biegajacego po wodzie i weza - wsrodku parku, wsrodku miasta... Przemawia to troche do naszej wyobrazni - w Australii zyje 10 z 15 najbardziej jadowitych wezy swiata...

Tagi: Fidżi
10:07, segdovska
Link Komentarze (1) »
wtorek, 01 lipca 2008

Na glowna wyspe Viti Levu wrocilismy w sobote, zostaly wiec nam trzy dni na glownej wyspie. Sobota i niedziela do najciekawszych dni nie nalezaly, poniedzialek za to swoimi wrazeniami wszystko zrekompensowal.

W sobote i niedziele udzielil sie nam Fiji time, nigdzie sie nie spieszylismy, kazdy nasz ruch zajmowal nam trzy razy tyle co zazwyczaj i bardzo bylo nam z tym dobrze. Po 45minutowej podrozy powrotnej lodka z Leleuvii odwiedzilismy lokalnego lekarza coby wyleczyl Machencjuszowa dziwna reakcje na upal. Lekarz z Wysp Salomona bardzo ciekawy byl historii naszego zycia i tego jak nam udalo sie dotrzec na Fiij, wizyta troche wiec zajela. Kupilismy bilet na autobus, ktory mial nas zawiezc do Nadi polnocnym wybrzezem. Podroz zamiast 3-4h trwala 7, autobus w miejscach bez asfaltu poruszal sie jakies 5 km/h, trzeslo niemilosiernie nasza jedyna rozrywka bylo obserwowanie jak sie Fidzijkom smiesznie wlosy odgniataja od szyby i rurek w czasie snu :P

W niedziele wybralismy sie na najpiekniejsza plaze Viti Levu. Jako jednak ze zupelnie nic nam sie nie chcialo, wlacznie ze wstawaniem z lozka mimo 10h snu, dotarlismy na nia po 14... Nie zalujemy :) Plaza nic specjalnego, pochmurno. Mile miejsce na dwugodzinna lekture. Ja wiec czytalam, Machencjusz fale obserwowal i trase w Australii planowal.

W poniedzialek z samego ranca wypozyczylismy za nieco zlodziejska sume skuterek, plan - obejrzec Nausori Highlands. Babka na poczatku nie mogla uwierzyc ze chcemy na takim malym motorku we dwojke jechac. Dobrze ze nie wiedziala gdzie jedziemy... NA Viti Levu wszystkie miasta znajduja sie przy wybrzezu, wnetrze wyspy to piekne wyzyny i gory z malymi wioskami i tam sie wlasnie wybralismy. Po dotarciu do pierwszej wioski pociaszalam sie ze juz gorzej nie bedzie, na gore juz wyjechalismy, teraz juz glownie z gorki. DOpiero pozniej okazalo sie ze z gorki bylo najgorzej... SKuter byl tak maly, a siedzenie tak pochylone ze przy zjezdzaniu w dol ze z niego spadalismy. Ja nie mialam tyle sily zeby utrzymac swoj ciezar zapierajac sie kolanami, spadalam wiec na Michala, ktory siedzac na skrawku siedzenia zapieral sie kolanami o plastikowa obudowe. Kazde zahamowanie to taki bol, ze ja dziekuje. W pierwszej wiosce powiedzieli nam ze nie ma szans ze zrobimy zaplanowana trase, potrzeba na nia trzech dni... HAHA! Stwierdzilismy ze mimo wszystko sprobujemy, kilometrow wcale nie bylo tak duzo (ok 200). Po dotarciu do drugiej wioski chcialo mi sie plakac tak mnie wszystko bolalo, ani sie wrocic, ani inna droge wybrac, nic tylko dalej jechac. A! Nie powiedzialam najwazniejszego - droga jak zobaczycie na zdjeciach asfaltowa bynajmniej nie byla. Zwir, kamienie - otoczaki, skaly albo mega bloto, czyli nienajlepsze warunki na maly skuterek. Dojechalismy. Ostatnie 80km po asfalcie nie odzywalam sie zupelnie tak mnie wszystko bolalo. Dzisiaj jednak moge powiedziec ze super bylo. Nie chodze dzisiaj prosto, nie mowiac juz o jakimkolwiek ruchu kolanami od ciaglego unoszenia sie zeby wyboje zamosrtyzowac; widoki byly jednak wspaniale, wioski malowniczo polozone, ludzie przemili. I pierwszy raz motor prowadzilam :D (Mamus nie martw sie - po prostym odcinku asfaltowym :)).

brisbane

Jestesmy w Brisbane. Pierwsze wrazenie - CO ZA WIELKIE MIASTO!!! Po nieco zasciankowych miastach nowozelandzkich, 1,6 milionowe miasto robi niezle wrazenie. Zmeczeni idziemy spac. Jutro walka o odzyskanie pieniedzy za bilet z Fiji do Nowej Zelandii, wypozyczenie samochodu i na polnoc - do krainy rafy koralowej, lasow tropikalnych i krokodyli.

Pozdrawiamy z idealnie cieplego Brisbane,

M&M

Tu zdjecia z wycieczki:

Fidzi - Highlands

Tagi: Fidżi
13:57, segdovska
Link Komentarze (2) »

Leniwa niedziele w Suvie spedzilismy spacerujac i siedzac w necie. Wieczorem zaintrygowala nas grupa ludzi, ktora zebrala sie w miejskim parku. Ludzi przybywalo i przybywalo, na scenie pojawil sie chor i czlowiek w garniturze. Chor zaczal spiewac a koles darl sie do mikrofonu jak na jakims politycznym wiecu. Ludzi zebralo sie ostatecznie dobrze kilkaset, wszyscy mieli w rekach Biblie, kazdy odswietnie ubrany, kazdy spiewal razem z chorem, tanczyl, krzyczal. Okazalo sie ze to Msza kosciola Metodystow. Dla nas cos naprawde nowego.

W poniedzialek udalo sie nam kupic bilet na autobus i prom na Ovalau. Podroz zajela dluzej niz myslelismy. Trzy godziny w austobusie, 1,5 godziny czekania na prom i 1,5 godziny na promie. Doplynelismy do Levuki juz po zmroku. Odrazu widac roznice. Przez to ze nie dociera tam tak duzo turystow, ludzie nie sa zepsuci pieniadzem i sa bardzij fidzijscy niz w wielu miejscach glownej wyspy - Viti Levu. Kazdy sie usmiecha, wita, zaprasza, chce zamienic choc jedno zdanie. I to wszystko tak po prostu, bezinteresownie, z czystej uprzejmosci i ciekawosci. Po ostatnim pobycie z Indiach wydalo sie nam to naprawde niesamowite. Dzieci potrafia do Ciebie podbiec, usmiechnac sie i nie powiedziec one dollar. Bardzo zalowalismy ze spedzilismy tam tylko jeden wieczor i poranek, takie ciekawe miasto... Jeszcze bardziej zalowalismy jednak ze nie udalo sie nam przyjechac dzien wczesniej. W poniedzialek rano byl pogrzeb chiefa Levuki, zjechalo sie mnostwo waznych osob z wielu fidzisjskich wysp, pozniej poznani Amerykanie mowili nam ze bylo niesamowicie. Ludzie poprzebierani na wojownikow, wielkie wspolne jedzenie, spiewy, super byloby wziac w czyms takim udzial. Nawiazujac jeszcze do Levuki - jest to pierwsza stolica Fidzi i zdecydowanie najciekawsze miasto. Stare budynki ( z konca XIX i poczatku XX wieku :P) przeplataja sie z nowymi malymi domkami mieszkalnymi. Miasto polozone jest nad morzem i wspina sie delikatnie wglab wyspy. Jest stary hotel z XIX, ktory niestety z okazji pogrzebu byl pelny, nie udalo sie nam w nim spac; Ovalau Club, czyli miejsce spotkan miejscowej ludnosci, spalona Loza Masonska, dwie stare szkoly, policja, ratusz... Naprawde ciekawie.

We wtorek rano podjechala pod nas lodka z naszej pierwszej rajskiej wyspy - Caqalai (czyta sie Dangalai :), musielsimy jednak poczekac w metalowym ala schronie), strasznie lalo :P Ulewa straszliwa ale krotka, zaraz wiec weszlismy na mini lodeczke i w droge! W miedzyczasie mielismy jeszcze krotka przerwe na Lost Island, zgodnie z dewiza Fiji time (czyli nie spiesz sie) trzeba bylo na cos poczekac - na co jak zawsze nie wiadomo. Rozdzielili nas na dwie lodki - moja mimo poczatkowej mega predkosci przyplynela 15 po Machencjuszu. Kierowca pomylil drogi i zapomnial ze jest przyplyw, uderzylismy wiec kilka razy w rafe i plynelismy z zolwia predkoscia prawie wioslujac. Zaczelo - 4 dni na bajecznych plazach dwoch wysp - Caqalai i Leluvii. Dnie byly mocno podobne - plaza, ksiazka, drzemka, posilek, plaza. Wieczorami rozmowy przy muzyce na zywo granej i spiewanej przez Fidzijczykow, rozmowy z innymi turystami, historie z podrozy... Mozna uslyszec tak niesamowite doswiadczenia, ze szczena opada. Na przyklad poznalismy super Szwajcarke - Daphne, ktora podrozuje sama dookola swiata. Skonczyla architekture, popracowala troche, zarobila pieniadze spakowala plecak i poleciala do Ameryki Poludniowej. Tam byla miedzy innymi z wycieczka na Antarktydzie, spedzila miesiac na plazach w Kolumbii, tak tam sie jej podobalo i po pol roku stwierdzila ze czas sie pospieszyc, jej bilet jest wazny tylko rok. Po dwoch miesiacach na Fiji i w Nowej Zelandi wie juz ze biletu nie wykorzysta, nie zdazy, zamierza wiec popracowac w Australii, poleciec do Chin i stamtad powoli ladem do Szwajcarii, szacuje ze za okolo rok wroci do domu, moze wiecej, moze mniej, niewiadomo, nic jej do domu nie ciagnie. Naszym najwiekszym urozmaiceniem byla wycieczka lodka do roznych czesci rafy - niestety tylko z maska i rura, na kurs nurkowania pojdziemy jednak na sto bankow. Takiego czegos w zyciu nie widzielismy. Koral miekki i twardy, male rekiny, weze morskie, stwory niesamowite. Plynie sie nad ta rafa nasrodku oceanu, a tam tak plytko ze stanac mozna. Nagle rafa sie konczy - i glebia niesamowita, taka ze dna nie widac. WOOOW! Szkoda tylko ze zolwii nie widzielismy, podobno jest ich tam sporo. Dwa dni na Leleuvii byly jeszcze bardziej leniwe - 1,5 dnia bylismy jedynymi turystami. Tak wlasnie dziala niszczaca moc negatywnej opinii w wielkim Lonely Planet. Mamy nadzieje ze poprawia to w nastepnej edycji, szkoda tej pieknej wyspy z duzo lepszymi warunkami niz na Caqalai i przemilymi ludzmi.

To by bylo na tyle. Nastepny wpis - glowna wyspa Viti Levu i wycieczka na mini skuterze w gory z kierowca Machencjuszem i mna trzymajaca sie czym tylko sie da zeby ze skuterku nie spasc.

Tu tymczasem zdjecia z Ovalau, Caqalai i Leluvii:

Fidzi

Spieszymy na samolot do Brisbane! Pozdro 600

M&M

Tagi: Fidżi
00:12, segdovska
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 30 czerwca 2008

Kafejke zamykaja za 5 minut, tak wiec krotko! Dzisiaj ostatni dzien naszego pobytu na Fiji. Bylo bosko, absolutnie nie zalujemy kasy wydanej na bilet na hotele, jedzenie, na nic! Male wyspepki - Caqalai i Leleuvia byly jeszcze piekniejsze niz okladki najlepszych prospektow z biur podrozy. Widzielismy tez sporo glownej wyspy - dzisiaj na przyklad na mini skuterze wybralismy sie w gory (po blotnisto - skalnej drodze), odwiedzilismy przepiekne wioski, ale do tej pory trzesie mi sie w glowie tak mna sponiewieralo we wszystkie strony.

Jako ze dostalam wize do Australii ( za co min bardzo dziekuje mamie Michala), jutro moge pelnoprawnie wejsc na poklad Air Pacific i poleciec do Brisbane. Plan awaryjny- czyli kolejny tydzien na Fiji - nie tym razem.

Pozdrawiamy Was cieplo,

M&M

 P.S. Jutro rano postaramy sie zamiescic bardziej szczegowly wpis

Tagi: Fidżi
09:29, segdovska
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 22 czerwca 2008

Znowu Razem!

W sobote samolot z Machenjuszem na pokladzie wyladowal prawie punktualnie w Nadi. Nie czekajac dlugo, zebralismy wszystkie nasze bagaze i zlapalismy taksowke (z oplata jak w autobusie :)) na wybrzeze koralowe. Tam mielismy juz wczesniej zabookowane miejsce w hotelu. Piekny zachod slonca, kajakowanie, spacer wsrod pelazajacych krabow po waskiej zlotej plazy z palmami. Taki po prostu fidzijski dzien.

Teraz jestesmy w Suvie, czyli fidzijskiej stolicy. Zupelnie nic sie tu nie dzieje. Absolutnie wszystko (z wyjatkiem dwoch kafejek i macdolka) pozamykane, ludzie siedza w parkach, spiewaja albo leniwie odpoczywaja. Pierwsze wrazenia - sprzeczne. Zdjecia z okladek prospektow biur turystycznych nie klamia ale nie oddaja tez pelnej prawdy. Plaze, zatoki sa absolutnie przeboskie, kurorty bogate, ale to turystyczna strona Fidzi. Ogolnie kraj jest biedny, nawet bardzo biedny i co dziwne - bardzo drogi. Dalekie polozenie, koniecznosc importu wielu produktow i chec wyciagniecia od turysty - najwiekszego zrodla dochodow - kazdego centa stworzyly bardzo drogi kraj. Nie jest on drogi tylko w turystycznych miejscach, ale tez w lokalnych malych miejscowosciach, gdzie turysci nie docieraja. Woda jest droga, lokalne owoce sa drogie, hotele sa drogie, transport jest drogi, wszystko jest drogie. Skoro dla nas jest drogie - a porownujemy to z Nowa Zelandia, gdzie ceny byly podobne, a jakosc 100 razy wyzsza; dla miejscowych ludzi musi byc tu prawdziwy cenowy kosmos. Choc na pewno nie dla wszystkich. Dla tych ktorzy dorobia sie na turystach jest pewnie normalnie, ale ludzie z centrum wyspy, gdzie turysci nie docieraja, musza postawi na samowystarczalnosc.

Tu pierwsze zdjecia z Fiji i doslownie kilka z Sydney.

Sydney i I dzien Fidzi

Pozdrawiamy

M&M

P.S. Holandia przegrala :((

Tagi: Fidżi
06:33, machy
Link Komentarze (1) »

Wyświetl większą mapę Locations of visitors to this page