Plan jest taki: Chomik bedzie studiowac na Antypodach, Pelikan opoznia sobie studenckie czasy i jedzie cieszyc sie wolnoscia.

Wpisy z tagiem: Nowa Zelandia

piątek, 20 czerwca 2008

Kochani,

komputer mi sie restartuje tutaj na lotnisku i nie mam sily pisac

kolejny raz na nowao tego wszystkiego. Wiec bedzie to raczej

objasnienienie do zamieszczonych tutaj zdjec:

Wyspa Północna Zimą

Zobaczcie nasza trase zamieszczona 6tego czerwca. 

Zaczelismy robicja od konca - prognoza pogody byla 
zachecajaca i postanowilismy zdobyc wulkan Ngaurohe
 w Parku Narodowym Tongariro. Pol kolejnego dnia 
spedzilismywokol Taupo, gdzie skoczylem w tandemie 
na spadachronie - to byl prezent urodzinowy od moich 
rodzicow :) Nastepnie mozecie zobaczyc zdjecia z okolic 
Rotoruy - obszary wod geotermlnych, gejzerow, 
buchajacych par itd Bardzo turystycze miejsce. 
W odroznieniu od Parku Te Urewera, w ktorym widzielismy 
jedynie 2 samochody innych turystow a tyle pieknej natury. 
Poniewaz ze Slowakami widzielismy sie nastepnego wieczora, 
nie udalo nam sie objechac calego East Cape dookola, zas 
przecielismy sobie droge w poprzek wyspy. Dalej zobaczycie 
Polwysep Koromandel, na ktorym mielsimy najbrzydsza pogode 
podczas wyjazdu - pojawily sie na niebie chmury :) Powinnismy 
spedzic na tym polwyspie zdecydowanie wiecej czasu, jednak 
po prostu nie dalismy rady. Finalowym akcentem byl wulkan 
Taranki, poprzedzony wizyta w jaskini ze swiecacymi patyczakami
- tam jednak nie dalo rady zrobic jakichkolwiek zdjec - wiec 
sladu naszej wizyty Waitomo Caves nie ma.

Bardzo mi przykro, ale zgodnie z dewiza naszej wyprawy: 
lepszy rydz niz nic. 

Spodziewam sie ze w nastepnych dniach bedziemy myslec 
juz zupelnie o innym miejscu i nie damy rady wracac w
przeszlosc nowozelandzka na blogu. Chyba ze na zyczenie :)

Pozdrawiam Was,

News z ostatniej chwili: Madziula musiala kupic calkiem drogi
bilet powrotny z Fidzi do Nowej Zelandii, inaczej by jej nie
wpuscili na poklad - obecnie miala jedynie bilet powrotny do
Australii, do ktorej nie ma prawa wjazdu....Ehh, jutro sie widzimy.

Michal 

Dodane 8 marca 2009: 

P.S.: Zamieszczam osobny katalog ze zdjęciami fotografokamerzysty towarzyszącego mi podczas skoku na spadochronie:

Skok na spadachronie

Hej, jestesmy w Australii.

W ostatnie dni mielismy mnostwo przygod, o ktorych chcielismy Was poinformowac ale sie
nie udalo. NIe mielismy internetu.

Auto Jarka i Dominiki udalo sie naprawic i dwie ostatnie noce spedzilismy u nich na samym
szczycie gory. Madziula
organizowala wciaz koncert w parlamencie, wiec presja czasowa byla olbrzymia. Udalo
nam sie jednak spotkac we wtorek wieczorem z Alfonsem i Teresa, a mi kupic na te okazje
piwko Tyskie - 4 ostatnie butelki w wellingtonie.

na mt. victoria

Pamietacie te reklame?

 

 

Wczoraj za to wieczorem odbyl sie wspominany wczesniej koncert - przyszlo sporo
ludzi, poziom artystyczny bardzo wysoki. Mi sie baaaaardzo podobalo podobnie jak
wielu przybylym. A Magda promieniala.

Madziula przemawia, Emma przysluchuje sie

Teraz wiec kolej wyjasnic nieco post Madziuli.

Chodzi o wize australijska. Madziula nie dostala wciaz odpowiedzi - "proces jest w
fazie finalizacji" - czyli otrzyma ja pewnie na dniach. Myslelismy o wielu wariantach,
jednak zdecydowalismy sie ograniczyc ryzyko porazki ponoszac dodatkowe koszty.
Plan byl taki, ze dzis mielismy przyleciec do Sydeny, a jutro leciec na Fidzi. Jednak
Magda bez wizy nie moze wejsc na teren Australii. Moze jednak przejechac tranzytem
- czyli pozostac w terminalu lotniska do 8h. Z tego powodu przebukowalismy Magdy
bilet na dzis na 13ta. Magda wiec sama leci do Nadi na Fidzi, a ja dolece jutro.
Jednak sprawa nie jest taka prosta. Bilety byly z dwoch osobnych linii lotniczych,
poza tym Magda na Fidzi miala zabrac jedynie plecak, a walizke zostawic w Sydney.
Sek w tym, ze plecak lezal juz za przejsciem granicznym. W pewnym momencie
stalo sie tak, ze urzednik nie pozwolil Magdzie pojsc po plecak, a mi kazal juz przejsc
przez bramke - nagle zostalismy rozdzieleni. Nie mam wciaz potwierdzenia czy sie udalo,
ale ja wzialem 3 bagaze i zostawilem na tasmieMagdy plecak - jesli wszystko sie
powiedzie, Air Pacific ma samo wziac plecak i Madziula za 3 godziny odleci do Nadi.
Jakby bylo malo emocji, zgubilem portfel. Pierwsze kroki zaprowadzil mnie do celu,
stewardessa znalazla portfel w samolocie, ktory wlasnie zaraz odlatuje spowrotem
do Wellingtonu.

Mielismy dobry lot - oboje zasnelibysmy jeszzcze przed oderwaniem sie od pasa
startowego, gdyby nie wielka chec zobaczenia Wellingtonu po raz ostatni - byla
6.53 i calkowita ciemnosc, wiec widok przepiekny. Ja przespalem wiekszosc lotu,
caly czas mielismy pod soba chmury wiec widokow nie stracilem. Ladowanie to po
prostu jedno wielkie mleko, i dopiero bedac nisko nad ziemia zobaczylismy centrum
Sydney (z opera i mostem na czele :P).

Ja zbieram sie do pisania dawno obiecanej relacji z ubieglotygodniowej wycieczki,
jak nie teraz to nigdy.

Pozdrawiamy i liczymy na duchowe wsparcie.

Michal

Nie mam zupelnie humoru na dlugi wpis, moj poziom wkurzenia spowodowany chamowatym Australijczykiem osiagnal maksymalne apogeum. Smutne ze zatrudniaja takich prostakow jako tych ktorzy witaja Cie w kraju. Moje pierwsze wrazenie jest maksymalnie negatywnie, w Nowej Zelandii bylo o sto nieb uprzejmiej i przyjemniej.

W kazdym badz razie jestem w Sydney na lotnisku i marze o tym zeby nadeszla 13, czyli godzina mojego odlotu na Fiji. Nie wiem czy moj bagaz uda sie im przetransportowac, jest maksymalne zamieszanie, kazdy mowi mi co innego, pozostaje mi wiec tylko miec nadzieje ze przygody bagazowe zakonczyly sie wraz z wylotem z Nowej Zelandii. Machnencjusz szuka szczescia z naszymi walizkami, nie wiemy gdzie je zostawi, jutro doleci do mnie na Fiji. Na dodatek wlasnie

dostalam wiadomosc ze zostawil portfel w samolocie ze wszystkimi kartami platniczymi... Na szczescie stewardessa go znalazla, ma go 

zaraz odzyskac.

Trzymajcie kciuki i trzymajcie sie cieplo,

Madziula 

01:57, segdovska
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 17 czerwca 2008

razem

Pomijając początek dnia, kiedy wstałem z samego rana żeby obejrzeć kompromitację Polaków w Klagenfurcie, dzień zaczął się obiecująco. 

Madziula dostała potwierdzenie otrzymania przez Australię potrzebnych dokumentów, ambasada Chin odddała nam paszporty z wklejonymi wizami. Udało się wykąpać Tigera (zobaczycie zdjęcia z wycieczki to zrozumiecie :P ), przed sprzedażą, odwieźliśmy nasz materac queen size do salvation army, który za kilka dolarów trafi do nowych ludzi. Dużo biegania, ale do przodu. Co więcej, Jarek i Dominika (na zdjęciu wiadomo którzy) polecieli dziś na Samoa na tydzień, zostawiając nam klucze do mieszkania na szczycie góry Wiktorii i do samochodu. Jako że Jarek od dziecka mieszkał w Szwecji, również tutaj jeździ Saabem. 

Tigera oddaliśmy w ręce przemiłego Pana. Mimo że raz to przerabiałem, wciąż do mnie nie dociera jak można uprościć biurokrację. Spotkaliśmy się w Banku, Pan David wypisał czek i wypełnił kilka rubryk (podstawowe dane) w certyfikacie rejestracji samochodu, który został potwierdził nam urząd pocztowy stemplem. Jedyne co musiałem zrobić, to podpisać się. Żadnej rubryki. Żadnej umowy. Sympatyczny pan David dał jedynie zrobić sobie pamiątkowe zdjęcie, oglądać samochodu nie potrzebował - w końcu miesiąc temu zrobiliśmy przegląd.

Tiger sprzedany

W ten prosty sposób spieniężyliśmy Tigera i to nie był koniec dnia plusowego.

Tutaj czas na odcinek 452. telenoweli pod tytułem Walizka Madziuli. Air New Zealand powiedziało w ubiegłym tygodniu, że jako że walizka się znalazła, Madziula traci prawo do czeku. Koniec kropka. Chyba że by nie chciała walizki, to dadzą jej czek. Oczywiście Madziuli ta informacja nie ucieszyła. Wylała żal w mailu do boguduchawinnej Pani od bagażu w Wellingtonie i dziś dostaliśmy info, że zarząd Air New Zealand zdecydował się wydać Madziuli czek w pełnej kwocie! Świetnie!

Więć pożyczonym Saabem pojechaliśmy odebrać czek na lotnisko. I tam nastąpiła katastrofa dnia. Kiedy robiłem rundkę wokół lotniska czekając na Madziulę, bo przed terminalem nie wolno stawać, spod maski Saaba wytrysnęła zielona ciecz, po czym natychmiast zaczął się wydobywać dym. Stanąłem. Migacze. Skracając całą historię: pękła rura prowadząca ciecz chłodzącą silnik, a że to automat, hol odpada. Odczekaliśmy aż samochód się ochłodził, po czym podjechaliśmy w tępie marszu do najbliższego warsztatu. Basia (na zdjęciu druga z prawej) podrzuciła nas do Eli (pierwsza z prawej), gdzie schłodziliśmy piwkiem nerwy. Tak więc dopiero teraz zaczynamy się pakować, i kolejną noc spędzimy na kanapie w duzym pokoju na 4 Armour Ave. Nie staramy się przewidzieć co przyniesie jutro.

Może uda się napisać relację z ubiegłego tygodnia?

Pozdrawiamy

M.

poniedziałek, 16 czerwca 2008

my

Hej Kochani,

wlasnie wroclismy do Wellingtonu, po raz ostatni z naszej wycieczki po tym kraju. Wiedzielismy ze czekaja nas 3 instensywne dni, ale sytuacja na miejscu przeszla nasze oczekiwania. Nasz pokoj zostal wynajety juz innej osobie (bo nie mogli sie z nami skontaktowac a to byla jedyna osoba). Generalnie bardzo sie cieszymy, tylko napredce musimy zmienic calkowicie nasze plany - nie wiemy, czy  zostaniemy w duzym pokoju, czy uda nam sie znalezc lokum u znajomych Polaków. Jutro oddajemy samochód (mamy nadzieję), odbieramy wizy chińskie i robimy wszystkie sprawy ktore zanotowalismy na karteczce. Problem jest jeszcze taki, ze Madziula wciaz nie ma wizy australijskiej - nie wiadomo dlaczego Australia nie odpowiada, jutro bedziemy od rana dzwonic. 

Wlasnie lecimy na wieczor do zapozanych Polaków. Jutro pojawią się zdjęcia i relacja z naszego tygodnia po zimowej Wyspie Północnej. 

Trzymajcie się i kciuki za nas. 

Pozdrawiamy

M&M

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 24

Wyświetl większą mapę Locations of visitors to this page