Plan jest taki: Chomik bedzie studiowac na Antypodach, Pelikan opoznia sobie studenckie czasy i jedzie cieszyc sie wolnoscia.

Wpisy z tagiem: tajlandia

środa, 24 września 2008

cos nie dokonczyli

Pokoje bez okien - unikamy takich jak ognia. Tu nas skusila cena, a poza tym w sumie troche snu nam sie nalezalo. Wybralismy sie zorientowac gdzie tak naprawde wyladowalismy, i czy nie ma gdzies tanszych pokojow, moze bez klimy i tajskiej telewizji, za to z oknem i cieplym prysznicem. Zobaczylismy kilka pokojow, i stwierdzilismy ze nawet nie jest tak zle z tym naszym przypadkowym wyborem: woda i tak w ciagu dnia nagrzewa sie w rurach, a w kolejne dni i tak chcielismy sie budzic przed wschodem slonca. No i nosic te plecaki jeszcze... A wiec zostajemy. Wymieniajac pieniadze zobaczylismy machajaca do nas Saskje, ktora wlasnie konczyla sniadanie w knajpie obok z Joernem. Umowilismy sie na wspolny spacer po dzielnicy Chinskiej po poludniu i wspolna kolacje przed ich odlotem nocnym do Amsteramu. Zaplacilismy z gory za 3 noce i zamowilismy sobie taksowke na lotnisko na nasz poranny wylot do Macao - musimy jechac na lotnisko o 3.30.

Zaczelismy spacer po Bangkoku, zakupiwszy uzywany przewodnik w jednej z okolicznych ksiegarni. Zobaczylismy kilka tajskich swiatyn, obeszlismy Palac Krolewski z planem zobaczenia go nastepnego dnia, przeplynelismy na druga strone rzeki zeby zobaczyc kolejna swiatynie, wdrapalismy sie nawet na nia zeby zobaczyc Bangkok z innej perspektywy. Tak, stad widac jak rozlegle to miasto. Czesc miasta gdzie zgrupowane sa hotele dla turystow sasiaduje ze zgrupowaniem swiatyn, jednak to tylko malutka, centralna czastka tej ukladanki. Biurowce i centra handlowe nowego Bangkoku polozone sa zdala od starej dzielnicy, do ktorej nie ma wciaz doprowadzonej sieci metra czy tutejszego pociagu nadziemnego Skytrain. Bangkok lezy na rozleglej nizinie, nic go chyba nie ogranicza i miasto sie rozciaga w kazda z mozliwych stron. A ze rozwija sie nie od kilku lat, lecz prawie od 30tu, to miasto zdazylo juz powaznie urosnac. I szczerze mowiac, nie podoba sie nam za bardzo. Pewnie ze sa miejsca tetniace zyciem cala dobe, majace klimat, jednak jet mnostwo takiej chaotycznej, bezladnej, czesto nieukonczonej zabudowy, ktora wyglada smutno. Takie miasta jak Amman w Jordani czy Delhi, mialy wyrazny podzial na 2 czesci: nowoczesna, bogata, finansowa jak rowniez na tradycyjna, lokalna, jedyna w swoim rodzaju.

No i te korki: to one chyba daly sie nam we znaki najbardziej. Bangkok to miejsce w ktorym 7 milionow ludzi zaoszczedziloby wiele, wiele czasu, gdyby tylko ludzie przesiedli sie z samochodow na skutery, wzorem Hanoi i innych wielkich miast regionu, gdzie korkow nie ma dzieki skuterom. Tak, tylko ze to raczej Hanoi pojdzie sladem Bangkoku niz odwrotnie.

chinskie miasto

Do China town mielismy pojechac z Holendrami wieczorem na jedzenie, wybralismy sie wiec taksowka. Poczatkowo zajeci rozmowa nie zwrocilismy na to uwagi niestety, jednak kierowca powiedzial ze mozna zjesc dobre owoce morza kolo Chinatown, wiec przytaknelismy. I dopiero jak zauwazylismy ze ruch wlasciwie stoi w miejscu zobaczylismy ze koles wywiozl nas hen hen za meijsce dokad chcielismy jechac. Coz, kazalismy sie zawiesc tam gdzie chcielismy, ale w sumie pochlonelo nam to kupe czasu i pieniedzy (w porownaniu do tego ile powinno). Jako ze Holendrzy nie chcieli sie zatruc przed podroza, szukalismy miejsca gdzie mozna by zjesc w jakims lokalu, ale wcale to nie bylo takie proste. Wszyscy doslownie jedza tutaj na zewnatrz na jakichs zaprowizowanych ogrodkach jedzeniowych. Ale bezpieczenstwo przede wszystkim. Zamowilismy jedzonko w klimatyzowanej salce wysadzanej plytkami jak w szpitalu, po czym zamowienie i tak powedrowala do kucharza na chodniku :)

Po calym dniu wrocilismy do naszej nory bardziej pilnujac taksowkarza ;P

plywajacy rynek

Dzisiaj mial byc hit: z rana poldniowa wycieczka na plywajacy targ pod Bangkokiem, potem zwiedzanie palacu krolewskiego i koniec dnia spedzony na zakupach.

Zeby zaoszczedzic troche czasu, zapisalismy sie na wycieczke do tego Damnoen Saduak. Wszystko sprawnie sie udalo, po dwoch godzinach bylismy na miejscu, i tylko widzielismy jak na parking wjezdzaly kolejne takie vany jak nasze. Hmm, no nic, jestesmy wczesnie. Ale powoli sie okazalo, ze to po prostu nie dla nas atrakacja.

Damnoen Saduak i okolice lezy na plaskim terenie, podobnie jak bangkok. Wyobrazcie sobie kanal wypelniony zielona woda, o szerokosci 6 metrow, a po jego stronie normalne domy. Przed nimi przycumowane lodki, czesto podwieszone na palach ponad lustrem wody. Woda zamiast ulicy. Taki pomysl. No wiec centrum takiego miasteczka wypelnione bylo lodkami sprzedajacych i kupujacych. Przed paroma laty byl to superancki widok: targ jak kazdy lokalny, tylko na lodkach - asortyment mozna sobie wyobrazic. Teraz tez tak jest, tylko ze z pewna roznica, ktorej nie jestesmy w stanie zaakceptowac. Ogolnie jestesmy troche osobami strasznie egoistycznymi, bo w idealnej sytuacji chcielibysmy byc jedynymi turystami na calym targu, jak pod Dali w Yunannie. NIe lubimy kiedy turystow jest duzo, i wrecz odraze budza w nas turysci wtykajacy aparaty w twarze tubylcow (pewnie sami tak czesto wygladamy). Tutaj jednak nie bylo zadnych lokalnych kupujacych, a sprzedajacy mieli asortyment jednakowy, zorientowany wylacznie na turystow. Czyli: albumy na zdjecia, poszewki na poduszki, masci z tygrysa, ladnie zapakowane przyprawy i wszystkie mozliwe pamiatki. I na kazdej lodce to samo. Sprzedajacy przytrzymuja przeplywajaca lodke z turystami- to sie nazywa zlapac klienta. Jesli jest zbyt daleko, maja taki specjalny kijej z hakiem :) I tak siedzimy sobie wraz z czterema turystami, babeczka z tylu wiosluje bardzo powoli, zebysmy mogli wystarczajaco dlugo przeplynac kolo kolejnej lodki. Wszedzie te same zawolania, wszedzie to samo. Jako ze czasu malo, ceny leca w ciagu sekund z 600 na 200, choc wiemy ze rzecz warta z 50. Chinczycy w jednym miejscu wytargowali poszewke na poduszke z 1200 na 1000, 3 sklepy dalej uslyszeli cene 400 wiec wytargowali na 300. Posrodku kanalu kursuja dodatkowe lodki z owocami (to akurat namiastka tego jak kolorowo i pieknie musial wygladac targ kiedys), rusztami z weglem na ktorych piecza sie miesa, to znowu przeplynie lodka z kokosami, ktore babeczka na zyczenie lupie toporem obcinajac czubek i wsadzajac wen slomke umozliwiajaca picie napoju. Pocosmy tak wczesnie wstawali. Kiedy wreszcie moglismy wysiasc z lodki posilismy sie rosolem, i wkrotce byl juz czas zbiorki na odjazd kierunku Bangkoku. W ten sposob uzyskalismy kolejny material do dyskusji pod tytulem: turystyka i jej konsekwencje na zycie ludzi. Jest pewna granica ktorej przekroczenie powoduje ze atrakcja jest zduszana przez turystow. Trudno sie dziwic ze pamiatki wyparly handel zwyklymi artykulami, kiedy sa one tak nieporownywalnie bardziej dochodowe. A turysci kupuja i nie wygladaja na zasmuconych tak jak my. Za to Tesco jest obecne nie tylko w Bangkoku, ale rowniez i z 4 km od tego targu. Tak wiec pewniej ludziom najtaniej wlasnie tam kupic. Trudno sie dziwic, trudno sie przeciwstawiac. Wiele razy juz sobie myslelismy w trakcie tej podrozy, ze takim turystom jak my glupio przyznac, ale zupelnie nie zalezy na rozwoju gospodarczym miejsc ktore zwiedza. Nie chce, zeby ulicznych sprzedawcow zastepowaly restauracje sieciowe, targi warzywnoowocowe supermarkety, soki swiezo wyciskane ich odpowiedniki w plastikowych opakowaniach z konserwantami. Dotyczy to przede wszystkim takich miejsc jak to, Bangkok, ktore pod wzgledem przyrodniczym jest nudne, za to interesujace pod wzgledem spolecznym (w domysle: Himalaje w Nepalu beda piekne niezaleznie od tego co sie w tym kraju dziac bedzie). Koniec tematu.

detal

Kierowca minivana wiozacego nas do Bangkoku korzystal z wszystkich mozliwych pasow autostrady, dzieki czemu dojechalismy pod Palac Krolewski nawet pol godziny przed czasem. A wiec zwiedzamy: Swiatynia, w ktorej modli sie zazwyczaj Krol, zawiera posag Szmaragdowego Buddy – malutki, jednak bardzo znaczy dla Tajow – kiedys stracili go na rzecz Laotanczykow, potem odbili i wlasnie te swiatynie dla niego zbudowali. Doczepiony do swiatyni jest Palac Krolewski, choc Krol obecnie mieszka gdzie indziej. Do samego palacu wejsc nie moglismy, ale dobrze bylo moc zobaczyc wszystko to z bliska – zadbane, polerowane, choc z drugiej strony bardzo mlode - z XVIII wieku. Kiedy juz zobaczylismy glowna atrakcje Bangkoku, w ktorej mozna spotkac wielu bogatych Hindusow, uslyszec jezyki rosyjski, po raz pierwszy w czasie naszej podrozy, udalismy sie na zakupy. Zupelnie nieudane. Zaleta wyprawy to to ze zobaczylismy totalnie inny Bangkok: nowoczesny, z metrem ponad ulicami na pylonach, z wszystkimi zachodnimi sklepami, hotelami itd. Widac jak prezne to miasto, jak wiele sie dzieje, jak stare brzydkie domy ustepuja miejsca nowoczenym budowlom. Ale zakupy same w sobie marne: bylismy w tajskim centrum handlowym I na szesciu kondygnacjach znajdowaly sie tysiace malutenkich sklepikow z ubraniami itd: to rzeczy dla tajow, tanie, kiczowate, tandetne, wyeksponowane 4 artykuly a reszta posciskana tak ze nie sposob sie rozeznac co i jak. Z drugiej strony uliczny targ z rzeczami typowo turystycznymi, tyle ze naprawde strasznie mizerne jakosci, a przy tym zbyt drogie. Szkoda sie rozwodzic.

 

Podsumowujac Bangkok: miasto niesamowite, roznorodne, widzielismy jedynie skrawek i na pewno nie mozemy zbyt duzo generalizowac. Trzeba by poswiecic wiele dni na lepsze go poznanie, nie wspominajac juz o zglebieniu jego tajemnic. Nie da sie porownac tego miasta do zadnego innego: ludzie mili, ale nie tak jak w Laosie, z drugiej strony nie oszukuja tak chamsko jak w Wietnamie. Miasto sie rozwija duzo bardziej niz Hanoi, ale do Hong Kongu nie mozna go porownac. Pewnie jakbysmy zwiedzili jeszcze Malezje, Filipiny czy Indonezje, byloby latwiej o dobre porownanie. A przede wszystkim: miasto stosunkowo latwe do zwiedzania dla zachodniego turysty: mozna sie duzo bardziej wyluzowac niz w Wietnamie, z drugiej strony po angielsku czlowiek nie ma problemow sie dogadac. Jesli ktos wogole nie chce zostac w Bangkoku, z lotniska mozna prawie bezposrednio dojechac na wyspy na poludniu, gdzie zachodni turysta czuje sie jak u siebie w domu.

Tak wiec lecimy do Makau rankiem, za  3 godziny juz na lotnisko. Tam tylko pol dnia, i promem do Hong Kongu, na nasz ostatni azjatycki przystanek.

 

Pozdrawiamy serdecznie

 

Michal i Madziula

P.S.: Zdjecia znajduja sie w jednym zbiorczym albumie o Tajlandii, link w poprzednim wpisie o Koh Tao.

 

 

lina

Troche sie nie odzywalismy, a wszystko przez to ze bylo intensywnie i tak nie-ziemsko, ze na internet i jakiekolwiek relacje czasu ani ochoty nie bylo.

W Bangkoku wyladowalismy po poludniu, ogromne lotnisko zrobilo wrazenie. Od dwoch miesiecy nie bylismy w takim wielkim miescie, na tak wielkim i nowym lotnisku nie bylismy nigdy w zyciu. Choc nowe nie zawsze znaczy ladne, industrialny styl wnetrza tworzy za zimna atmosfere. Moim faworytem pozostaje lotnisko ... w Helsinkach, Machencjusza - Monachium :)

Swietne jest polaczenie z lotniska do centrum. Siec autobus rozwozi zainteresowanych po roznych dzielnicach, a ze wszedzie przeplatajace sie autostrady, nasza podroz przebiegla w miare sprawnie. W miare, bo Bangkok jest niesamowicie zatloczonym miastem, ale tak to jest jak kilka milionow kierowcow skuterow przesiadzie sie do samochodow. Reszte Poludniowo-Wschodniej Azji czeka dokladnie to samo. W jednym z biur podrozy udalo nam sie kupic bilet prosto na Koh Tao (skoordynowany autobus z lodka) i po krotkim napelnieniu brzuchow jechalismy juz na poludnie. Autobus  - zupelny odpal, kicz wzystkie kolory teczy, kokardki, koraliki falbaneczki, zewnatrz i wewnatrz. Przy tym wszystkim siedzenia skaldaly sie do pozycji poziomej, a ze 60% miejsc bylo wolnych, zrobilismy sobie z Machencjuszem wielkie loze i mielismy najwygodniejsza noc w autobusie w zyciu! Jakby ktos tak kiedys jechal polecamy firme SeaTran - lepsza i wygodniejsza niz Lomprayah.

plaza

O 9 bylismy juz na Koh Tao. Uczucia mieszane. Niebo zupelnie zachmurzone, bez perspektyw na przejasnienie sie. Mi po nocy w klimatyzacji katar, kaszel bynajmniej nie przeszedl. Perspektywa kursu nurkowania tez wiec watpliwa. Jemy sniadanie i zastanawiamy sie co robic. Ja sie poddaje z kursem. Nie wyobrazam sobie dmucahnia nosa i kaslania na kilunastu metrach pod woda. Machencjusz zastanawia sie czy robic go samemu. Postanawiamy, ze zrobi go jak najszybciej i spadamy. Tropikalna wyspa w chmurach traci urok, a prognoza pogody na najblizsze dni jest identyczna. Szkol nurkowania na Koh Tao jest conajmniej kilkadziesiat. To chyba jedna z najwiekszych mekk nurkowania na swiecie. Konkurencja zbila ceny do najnizszego poziomu na swiecie, tysiace nurkow i potencjalnych nurkow zjezdza wiec z calego swiata robic tam przerozne kursy, doszkalac sie i uczyc, zeby pozniej moc podziwiac ladniejsze rafy. Wybieramy w koncu szkole polecona nam w Bangkoku. Jest jedna z najstarszych, z duzym doswiadczeniem i dzieki znizce oszczedzamy 1000 bahtow. Nazywa sie Buddha View i jest na poludniowej plazy, ktora podoba sie nam bardziej niz Sairee Beach. Po przyjezdzie na miejsce jedna z instruktorek namawia mnie zebym sprobowala. Pod woda kaslac sie da, jedynym problemem moze byc katar, ktory moze uniemozliwic wyrownywanie ciesnienia pod woda. Ale nie dowiem sie dopoki nie sprobuje, wiec decyduje sie sprobowac. Wieczorem mamy pierwszy wyklad - ogladamy 1,5h godzinny film o teorii nurkowania - zapowiada sie EKSTRA!!!!

Nastepnego dnia czuje sie jeszcze gorzej. Zatoki bola mnie przy ruszaniu glowa, rezygnuje wiec z kursu. Zrobie go w Warszawie, bedzie mi latwiej niz zaprocowanemu Machencjuszowi, a na nastepnym wyjezdzie bedziemy mogli nurkowac razem. I znowu instruktor namawia mnie do sprobowania. Probuje wiec. Pierwsze zajecia mamy w basenie. Ok 2h. Zdejmujemu maske, wyjmujemy regulator, plywamy bez maski, regulujemy polozenie oddychaniem itd. Rozne przerozniaste cwieczenia. Niezla nasza grupa!!!! Jestesmy w piatke - my, para Holendrow - Saskje i Jorne i Izraelczyk. Pojetni jestesmy, nasz machomenowy austraicki instruktor wszystkich chwali, mi katar az tak nie przeszkadza, nastepny nurek - w morzu!!!

pomagam

I tak uplywaly nam kolejne dni kursu - a bylo ich 4 - w sumie 5 nurkow w morzu, jeden w basenie. I co tu duzo mowic - bylo BOOOSSSSSKKKKKOOOOOO!!!!! Takie to proste i takie wspaniale!!!!!!!!!!! Jedna butla tlenu na plecach pozwala zobaczyc tyle wiecej niz maska i rura. Potega morza, kolory teczy i niesamowita lekkosc poruszania sie!!!!! Nie bylo tak pieknie jak na Fiji, czy w Australii, ale nurkowanie o jednak nurkowanie, samodzielnosc to samodzielnosc, glebokosc to glebokosc, podobalo nam sie dlatego niemniej. Dla naszego wspolbycia byl to kolejny test, niezly test. Ja chodzaca wszystko przezywajaca sraczka z bzikiem na punkcie procedur bezpieczenstwa. Machencjusz zakochany w morzu swir, ktory najchetniej wszystko i wszystkich by olal i z dna morza nie wychodzil. Zeby tylko butle z tlenem mu ktos co jakis czas przywozil.... Bylo ciezko... Ale udalo sie!!!!!!!!! Jestesmy certyfikowane nurki dwa!!!!!!!! Ba!!!! Machencjuszowi taaak sie spodobalo ze natychmiast zapisal sie na kurs dla zaawansowanych, w ramach ktorego mial 5 specjalistycznych nurkow - nocny, glebokosciowy (30m), nawigacyjny, "wypornosciowy" i przyrodniczy. Na ten ostatni poszlam razem z nim :P Jedna piata kursu zaawansowanego mam wiec tez zrobiona. Nurkowalismy na South-West Pinnacle, 15km od brzegu. kilka skal wycodzi tam z dna morza i dotyka prawie powierzchni wody... lawice ryb, kolory, rozniaste wielkosci, PRZEbosko!!!!!! I instruktor, ktory lepiej zna sie na podwodnym swiecie, wiele nam pokazywal, tlumaczyl. EH........

mochon, michal mochon

Zupelnie nie potrafie pozbierac mysli jak o nurkowaniu pisze. Przed oczami mam te tysiace rybek, ten zachwyt, mega-emocje. Napisze wiec jeszcze tylko kilka takich chaotycznych mysli. Buddha View jest taka troche fabryka nurkow, dziesiatki ludzi szkola sie tam kazdego dnia. Nie ma wiec moze jakichs bardzo personalnych relacji, ale sa naprawde dobrzy. Polecamy. Samo Koh Tao nie jest najpieknejszym miejscem do nurkowania jakie mozna sobie wyobrazic. Woda o tej porze roku jest metna, nurkow wszedzie mnostwo. Southwest Pinnacle i Champone sa jednak swietne,robienie jakiekolwiek kursu wlasnie tam ze wzgledu na ceny i profesjonalizm jest znakomitym pomyslem. Pogoda we wrzesniu wcale nie jest taka zla, a prognoze mozna tak jak i w NZ o dupe potluc. Po dwoch dniach chmur nastalo 5 dni nieprzerwanego jednym oblokiem slonca. Wracamy opaleni :) Na snrklowanie warto wybrac sie na wschodnia czesc wyspy. Piekne zatoczki, swietne rybeczki!!!!!!!! No i jeszcze jedno - probujcie nurkowania!!!!!!! Swiat podwodny jest kolorowy, przyjazny, PIEKNIEJSZY! My juz myslimy gdzie kolejnego nura damy. Pewnie w Egipcie, bo blisko, ale kolejne dalekie podroze bedziemy na pewno pod katem nura planowali :P

Po tygodniu na Koh Tao czas byl wracac, coby Bangkoku jeszcze troszke zobaczyc. Wyjezdzalismy ze smutkiem. Kochamy Was bardzo, ale nie chcemy wracac. Nie dlatego ze nie tesknimy, tylko dlatego ze powrot to taki powrot na AMEN. Niesamowicie cieszymy sie na zobaczenie Was wszystkich, ale chcemy tez tu zaraz pozniej wrocic. I jeszcze nurkowac, zwiedzac, ogladac, poznawac. A tak sie nie da, i to jest takie smutne. Straszni jestesmy, nienasycency. Pokochalismy ta nasza nierzeczywista rzeczywistosc. Az za bardzo, chyba.

O 2 w nocy dotarlismy do Bangkoku. Hotel znalezlismy bez problemu, blisko miejsca gdzie wyrzucil na autobus. Hotel nowy, ale pokoj bez okna, czego nie lubimy, bo obudzic sie nie potrafimy. Zycie bez swiatla jest straszne.

Tutaj link do zdjec - nie jest ich duzo. Taaak zafascynowani bylismy tym co sie dzieje, ze o aparacie zapomnielismy. Mamy za to film z nurkowania, ktory pokazemy jak wrocimy :D

Tajlandia

Madziula

Tagi: tajlandia
19:39, segdovska
Link Dodaj komentarz »

Wyświetl większą mapę Locations of visitors to this page